Sylwetki i Marki Polskiej Gospodraki

X

U naszych laureatów

U naszych laureatów

Patronat honorowy

mazowieckie
kujawsko pomorskie
lodzkie
podkarpackie
podlaskie
lubelskie

lubuskieswietokrzyskiewielkopolskiedolno slaskiemalopolskie

Serek wiejski z Piątnicy zamiast 2 zł kosztuje tu 25 groszy, a sałatka Lisnera tylko 1,6 zł a nie 4 zł. Prince Polo  dostać można za ok. 50 groszy. Biedronka czy Lidl nie wytrzymałyby takiej konkurencji.

 

Bać się jednak nie mają czego. To właśnie dzięki nim może funkcjonować Outlet Spożywczy, który sprzedaje produkty o krótkim terminie ważności. Nabywcy Ostatnio masowo kupują tu firmy oferujące pudełkową dietę. Właściciel Outletu Spożywczego przyznaje, że na pomysł biznesu wpadł dzięki swojej mamie. Ta prowadziła małą hurtownię ze  słodyczami i gdy wiedziała, że cukierków, batoników czy ciastek nikt nie kupi, przynosiła je do domu. - Byłem dzięki temu najbardziej lubianym dzieckiem w szkole - śmieje się Michał Nowak. Gdy już dorósł, stwierdził,  że taka żywność to świetny pomysł na biznes. Sklepy, hurtownie, producenci zawsze mają pewną ilość towaru, której nie uda się im sprzedać w standardowej cenie. Lepiej więc drastycznie ją obniżyć i odzyskać choć ułamek kapitału.  Tak właśnie działa Oultet Spożywczy, który stał się "Allegro bliskiego terminu". Jeśli sklep kupił 10 tys. litrów soku pomarańczowego i nie sprzedał całości przez rok, to może pozostały mu tysiąc  kartonów wystawić na przykład po złotówce. W Outlecie ogłaszają się też firmy, które mają niepełnowartościowe produkty, np. owa paleta z sokami miała w centrum dystrybucyjnym wypadek i wszystkie kartony są pogniecione. Towar trzeba przecenić , bo ze sklepowej półki klient go nie weźmie. Wystawcami są wspomniana wcześniej Piątnica, Lisner, okręgowe spółdzielnie mleczarskie czy magazyny Eurocashu.

 

A kto kupuje tego typu produkty? - Ostatnio bardzo dużo zakupów robią u nas firmy oferujące diety w pudełkach. Ich klienci jedzą przecież to, co im zaproponuje catering dietetyczny - mówi Nowak. Odbiorcami są stołówki zakładowe, sale weselne, firmy cateringowe, szpitale. W mniejszym stopniu restauracje - tam  to klient decyduje, co będzie jeść. Knajpa nie zmusi go przecież, by wybrał akurat schabowego, bo kupili 100 kg schabu z bliskim terminem ważności. Z usług Outletu Spożywczego chętnie korzysta natomiast stołówka z jednego z największych magazynów pod Poznaniem. - Oni muszą wykarmić codziennie kilka tysięcy osób. Ta żywność na pewno się więc tam nie zmarnuje - tłumaczy właściciel  platformy. Wspomniany wcześniej serek wiejski za 25 groszy za sztukę kupiła firma cateringowa obsługująca szkoły. W sumie z Piątnicy powędrowało do dzieci aż siedem palet produktu. Outlet Spożywczy oczywiście na tym zarabia. Opłaty pobierane są za każdą zrealizowaną transakcję i wynoszą 10 proc. Producenci czy sklepy mogą też za pośrednictwem platformy przekazać jedzenie do organizacji pożytku publicznego (najczęściej są to banki żywności) i dzięki temu odzyskać podatek VAT. - Działamy od dwóch lat. Dziennie to jest już nawet kilkanaście nowych ofert. Jesteśmy rentowni, ale nie mamy dużych  kosztów. W firmie pracuje raptem kilka osób, musimy też opłacać serwery. To wszystko - mówi Nowak. Najbliższe plany to podjęcie współpracy z jedną z największych sieci spożywczych w Polsce.

 

Rozmowy już trwają. Outlet Spożywczy rozmawia też z Unileverem. Nowak, który jest jedynym właścicielem Outletu Spożywczego, rozmawia też z kilkoma firmami z zagranicy nad wdrożeniem jego platformy w Niemczech oraz Francji. Nowak liczy też na PiS. Powód? Ten od kilku miesięcy obiecuje nowe rozwiązania prawne zniechęcające duże sklepy do  wyrzucania żywności do kosza. Przepisy mają być tak skonstruowane, że za każdy 1 kg jedzenia lądującego na wysypisku,  supermarket musiałby płacić 10 groszy. Dziś Polska jest jednym z niechlubnych liderów pod względem marnowania żywności w Unii Europejskiej w trakcie procesów produkcji. Rocznie na wysypiskach ląduje aż 9 mln ton jedzenia. Rynek dla Outletu Spożywczego jest więc ogromny. Wszystko oczywiście z zachowaniem wszystkich standardów: towar wieziony jest przez wyspecjalizowaną w logistyce  żywności firmę kurierską, nie może być też w żaden sposób rozszczelniony. Jeśli firma wystawia pokiereszowane w transporcie opakowania soku, to musi dodać zdjęcia i udowodnić, że nie doszło do rozszczelnienia opakowania.

 

zródło : www.money.pl